Triathlon Soplicowo 1/8IM 13.06.2021
: pn cze 21, 2021 6:38 am
Po tygodniu od startu wreszcie znalazłem chwilę, aby coś napisać
.
Triathlon Soplicowo 1/8IM - ten start miał wszystko, aby się nie wydarzyc:
1) żona 5 dni po terminie porodu
2) żona ma w ten weekend studia i muszę ogarnąć dzieciaki
3) jak ostatnimi czasy w niedzielę - robię transmisje z mszy na 2.5h przed godziną startu
4) no i to pływanie, do którego mogłem wrócić dopiero 2 tygodnie wcześniej.
A jednak pykło
. Żona nie urodziła do tego czasu, pojechała ze mną studia ogarniajac na Teamsie w telefonie, niezawodne babcie zaopiekowały się dzieciakami, transmisje zrobił najstarszy syn, a pływanie... no cóż.
W swoim dzienniczku treningowym na Stravie napisalem: "Najtrudniejsze ukończone pływanie. Wiatr i fale, których tak nie lubię. 2, a może nawet i 3 kryzysy, przy których gdybym się poddał, to pewnie nie miałbym do siebie pretensji. Do tego uciekająca 2. bojka i ponad 150m więcej niż trzeba. Ale się nie dałem i nawet nie byłem ostatni
. Z wody wyszedłem przedostatni, ale wyprzedziłem kolejną osobę na dobiegu do pomiaru czasu.". Już kiedyś pisałem, że obecność żony na zawodach triathlonowych jest jakby gwarancją ich ukończenia (a pływania w szczegolnosci). Tutaj sprawdziło się to po raz kolejny
.
Po takim pływaniu, po którym nie było szans na życiówke nie było sensu się zaginąć na realizację planu precyzyjnie nakreślonego przez trenera. Pozostało cieszyć się tym gdzie jestem i tym co robię. Szczególnie niezwykle urokliwa trasa biegowa sprzyjała takiemu podejściu. Nawet nie znalazłem w sobie serca, aby pościgać się na finiszu z dopiero co dogonionym zawodnikiem. Medal na mecie ucieszył mnie jak mało który - naprawdę musiałem ze sobą powalczyć w wodzie, aby na tę metę dotrzeć. Czas naprawdę nie miał znaczenia.
Sama impreza niezwykle pozytywnie. A bigos na mecie chyba najlepszy jaki jadłem
.
Po wyjściu z wody krzyknąłem do żony, że nigdy więcej. Z perspektywy mety sam nie wiem, czy tę deklarację traktować poważnie
.
Wysłane z mojego SM-A725F przy użyciu Tapatalka
Triathlon Soplicowo 1/8IM - ten start miał wszystko, aby się nie wydarzyc:
1) żona 5 dni po terminie porodu
2) żona ma w ten weekend studia i muszę ogarnąć dzieciaki
3) jak ostatnimi czasy w niedzielę - robię transmisje z mszy na 2.5h przed godziną startu
4) no i to pływanie, do którego mogłem wrócić dopiero 2 tygodnie wcześniej.
A jednak pykło
W swoim dzienniczku treningowym na Stravie napisalem: "Najtrudniejsze ukończone pływanie. Wiatr i fale, których tak nie lubię. 2, a może nawet i 3 kryzysy, przy których gdybym się poddał, to pewnie nie miałbym do siebie pretensji. Do tego uciekająca 2. bojka i ponad 150m więcej niż trzeba. Ale się nie dałem i nawet nie byłem ostatni
Po takim pływaniu, po którym nie było szans na życiówke nie było sensu się zaginąć na realizację planu precyzyjnie nakreślonego przez trenera. Pozostało cieszyć się tym gdzie jestem i tym co robię. Szczególnie niezwykle urokliwa trasa biegowa sprzyjała takiemu podejściu. Nawet nie znalazłem w sobie serca, aby pościgać się na finiszu z dopiero co dogonionym zawodnikiem. Medal na mecie ucieszył mnie jak mało który - naprawdę musiałem ze sobą powalczyć w wodzie, aby na tę metę dotrzeć. Czas naprawdę nie miał znaczenia.
Sama impreza niezwykle pozytywnie. A bigos na mecie chyba najlepszy jaki jadłem
Po wyjściu z wody krzyknąłem do żony, że nigdy więcej. Z perspektywy mety sam nie wiem, czy tę deklarację traktować poważnie
Wysłane z mojego SM-A725F przy użyciu Tapatalka